Szybowiec leci szeptem…

Napisane przez Kamila Molińska w Marzenia, dziennik

Niedzielny poranek.

Chodzę od okna do okna spoglądając z niepokojem na niebo. Chmury precz! Dziś jest ten dzień.

Jeszcze kilka obowiązków i cała w skowronkach wyruszam do Międzybrodzia Żywieckiego  na swój pierwszy lot szybowcem.

Jak to jest płynąć w chmurach i chłonąć piękno przestworzy całą sobą?

Siedząc na rodzinnym grillu jestem wyjątkowo niespokojna, mięsko, niebo, sałatka, niebo. Kiedy zaczną latać?

W oddali słychać startujący samolot, wybiegam na trawnik aby towarzyszyć mu gdy będzie przelatywać nad domem. Czuję się jak małe dziecko, krzyczące na trawniku Panie Pilocie, Panie Pilocie, ma Pan dziurę w samolocie!:)

Motywuję rodzinę, aby jadła/piła szybciej, bo przygoda czeka.  Gdy już jesteśmy gotowi, pracownik szkoły szybowcowej informuje, że samolot się zepsuł. Pytam, za ile go naprawią. Za godzinę.

Czeka mnie długa godzina czekania….

Jeszcze tankowanie i możemy ruszać.

Rozbrzmiewa dostojna muzyka uruchamianej maszyny. Budzi respekt. Teraz uwaga osób zebranych na lotnisku skierowana jest tylko na nią.

Tuż za nią, po cichutku, niczym na paluszkach,  delikatnie jak w walcu za rękę, obracany  jest o 180°  szybowiec. Ustawia się posłusznie za samolotem.

Na imię mu Puchacz.

Od instruktora – Michała otrzymuję odrobinę balastu, który podobno jest spadochronem. Zadaję 10 pytań z kategorii „A po co to?” aż w kokpicie rozbrzmiewa pytanie „ Delta do Puchacza, jesteście gotowi?”

Jasne, że jesteśmy! Startujemy.

Moje podekscytowanie sięga zenitu, gdy odrywamy się od ziemi. Piszczę z radości zamiast ze strachu co wprawia w równie radosny nastrój Michała i już po chwili odczepiamy się od samolotu.

Delikatne szarpnięcie i szybowiec rozpoczyna swój majestatyczny taniec w powietrzu.

Lasy i pobliskie  jezioro zdają się być przyzwyczajone do tych pięknych akrobacji. Wszak obserwują je przy każdej pięknej pogodzie.

Drzewa tworzą harmonijny zielony obraz w trójwymiarze, a woda pobliskiego jeziora idealnie wtapia się w panującą tu harmonię.

Na te kilkanaście minut mój świat się podzielił. Na tych, którzy stąpają po ziemi i na tych , którzy choć na chwilę chcą dołączyć do ptaków.

Na górze panuje spokój. Lecimy z prędkością 90 km/h a ja czuję jedynie delikatne kołysanie. Po prawej mijamy paralotnię. Nie będziemy sobie przeszkadzać, lecimy nad jezioro, zostawiając ją nad puszystym dywanem zielonych drzew.

Entuzjazm, radość, podniecenie miesza się z równowagą, spokojem i opanowaniem z jakim szybuje Puchacz. Karmię oczy wspaniałym widokiem. Otwieram małe okienko, aby chłonąć powietrze na wysokości 350 metrów. Urzeka mnie ten zapach, smak i gracja z jaką opadamy na lotnisko.

Lot szybowcem jest jak wznoszące się i opadające piórko….

Zmysłowy jak podmuch ciepłych slów,  wypowiedzianych na ucho, tak  elektryzujących …

Bo szybowiec, Drodzy Czytelnicy, szybowiec leci szeptem…

ps. Nic nie zastąpi tego przeżycia w rzeczywistości. Jednak namiastką może być film .

Zapraszam Was w podniebną podróż szybowcem w wykonaniu mistrza Sebastiana Kawy.