Szybowiec leci szeptem…
Niedzielny poranek. Chodzę od okna do okna spoglądając z niepokojem na niebo. Chmury precz! Dziś jest ten dzień. Jeszcze kilka obowiązków i cała w skowronkach wyruszam do Międzybrodzia Żywieckiego na swój pierwszy lot szybowcem. Jak to jest płynąć w chmurach i chłonąć piękno przestworzy całą sobą? Siedząc na rodzinnym grillu…
Zaloguj się, aby otrzymać dostęp do artykułów.
Nie masz jeszcze swojego bezpłatnego konta? Zarejestruj się teraz!









Gratuluję odwagi!
Dziekuję.
Kamila jaki poetycki wpis… jestem pod wrażeniem ;-)
Przez chwilę poczułam się jakbym też była w szybowcu i latała nad chmurami ;-)
Ola, nic nie stoi na przeszkodzie, abys nastepnym razem poleciala ze mna..
Miło:) Znam Międzybrodzia obydwa co roku bywałam tam na obozach gdy trenowałam biegi:) A górę Żar pokonywałam codziennie:) To były czasy, pamiętam też Tych śmiałków którzy tak jak Ty czekali na swój pierwszy lot:) I ich podekscytowanie:)
Naprawdę musiało być podniebnie, choć sama zazdrościłam paralotniarzom:) I chyba w tym roku wybiorę się ze znajomym, bo on ma swój sprzęt. Dziękuje za wpis – inspirujący:)
Patrycja , koniecznie! Daj znać jak przyjedziesz.
Zazdroszcze :)tylko że ja raczej bym sie nie nadawała na taki lot bo pewnie bym całe towarzystwo zarzygała;)
W szybowcu jestes tylko Ty i instruktor.
Instruktor rzyganie Ci wybaczy, a towarzystwo czeka na dole i do nich nie doleci. :)
przyjemnie czyta się Twoje posty :)
zazdroszcze wyprawy szybowcem :D :)
ale może kiedyś też uda mi się to zrobić ;]
Angelika, to jest cel z kategorii, jadę na lotnisko i lecę.
Tu sie nic nie musi udawać.
Chcesz to lecisz. Po prostu.